Święte Panienki Iwony D.

Pamiętasz, kiedy poczułaś, że będziesz artystką? I rzeźbiarką?

Po pierwszym pragnieniu, w którym chciałam zostać zakonnicą, pojawiło się marzenie bycia artystką. Jednak początkowo miałam być baletnicą. Kiedy goście przychodzili do moich rodziców, tato przedstawiał mnie mówiąc: „A oto wystąpi przed państwem artystka ze spalonego teatru” i wtedy wkraczałam na „scenę” robiąc zgrabny, chociaż niezbyt profesjonalny obrót. Marzenie to skończyło się w szkole podstawowej, wraz z rozwiązaniem kółka baletowego, do którego należałam. Moją karierę baletową ukoronował jeden jedyny występ, w którym jednak zatańczyłam solówkę, czym wzruszyłam moją mamę do łez. Kolejne marzenie dotyczyło już poświęceniu się rzeźbie. Wiązało się z rzeźbiarką Camille Claudel, której oddanie się swojej pasji do rzeźby w czasach, kiedy noszono długie spódnice i nie przyjmowano kobiet na Akademię Sztuk Pięknych, zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Postanowiłam wtedy, że moje życie również poświęcę rzeźbie. Miałam wtedy jakieś dziewiętnaście lat i myślę, że nie do końca zdawałam sobie sprawę z mojego postanowienia.

Jak tak mi to mówisz, to myślę że coś z tej zakonnicy nadal w Tobie siedzi. Użyłaś słowa: poświęcenie. Zakonnica to cierpliwość, pracowitość, pokora i właśnie poświęcenie. Haftuje sukienki dla Najświętszej Panienki, ozdabia je perełkami i złotą nitką. Stroi ołtarze. Twoje rzeźby wymagają czasu i cierpliwości i też takie strojne jak Święte Panienki. Baletnicę też w Tobie widzę. Jesteś delikatną kobietą na wysokich obcasach, w opiętej małej czarnej z różowymi dodatkami: przy szpilkach kwiaty, zwiewny szal na ramionach. Trudno nie poruszać się tanecznie, jak się jest tak ubraną. Wspaniały kontrast, gdy się myśli o pracowniach rzeźby, w których wykładasz, pełnych kurzu, lepkiej gliny, gipsu.

Ponieważ praca rzeźbiarki jest raczej „brudną robotą”, przez większą część życia człowiek wygląda niezbyt schludnie. Moje umiłowanie do obcasów i uroczego wyglądu powodowane było potrzebą równowagi. Pewnego kontrastu do stroju, w którym pracowałam. Strój wpływa na samopoczucie. Kiedy zakładam buty na wysokim obcasie, czuję się bardziej atrakcyjna dla samej siebie. Kiedy zostałam asystentką, postanowiłam nie rezygnować ze swojego upodobania do obcasów. Początki wymagały ode mnie samozaparcia, gdyż panowała niepisana zasada według której kobieta pracująca na Wydziale Rzeźby powinna swoim wyglądem przypominać mężczyznę. Być może dlatego, aby w ten sposób nie wyróżniać się, a być może żeby mieć taki sam jak oni autorytet, a może żeby podnieść wartość swojej pracy twórczej, gdyż to raczej mężczyźni uznawani są za zdolniejszych. Moja przekorna natura postanowiła jednak nie ulegać tym stereotypom. Skoro kobiecie udało się pracować na wydziale zdominowanym przez mężczyzn, to chociaż niech się wyróżnią z tłumu swoim kobiecym ubraniem. Po początkowym niezadowoleniu, jakie wywoływał mój wygląd, wszyscy przyzwyczaili się do moich krótkich spódnic, wysokich butów i różowych dodatków do tego stopnia, że kiedy przychodzę w spodniach, wzbudzam ogólne rozczarowanie. Myślę, że mój manifest wiązał się również poniekąd z przekorą. Gdyby wszystkie kobiety na wydziale były ślicznie ubrane, pewnie ubierałabym się niechlujnie… kto wie…

Jak dopadł Cię ten temat? Pamiętasz ten wyraźny moment, w którym uznałaś, że będzie nim kobiecość?

Nie pamiętam dokładnie tego momentu. Wydaje mi się, że był to raczej proces, z początku na pewno zupełnie nieświadomy. Rzeźbiłam to, co bezpośrednio mnie dotykało, a że jestem kobietą, często były to tematy kobiece. Nie było to jednak działanie z premedytacją, tematy te były składową mojego życia. Dopiero w późniejszych latach, kiedy osiągnęłam tzw. dojrzałość, zaczęłam całkowicie świadomie wydobywać swoją kobiecość. Zaczęłam zastanawiać się nad sobą, nad tym kim jestem i co to dla mnie znaczy. Zaczęłam dostrzegać różnice wynikające z płci. Poczynając od czynności biologicznych, a kończąc na wzorcach narzucanych przez kulturę i otaczający świat. Kobiecość wtedy stała się moim podstawowym, a właściwie jedynym wręcz dyktatorem tematów inspirujących mnie do pracy twórczej.

A kto Cię inspiruje?

Inspiruje mnie moje życie i to, co obserwuję dookoła. Czasami są to sytuacje obserwowane w życiu moich koleżanek, czasami usłyszane czy przeczytane. Życie jest ogromną skarbnicą inspiracji, wystarczy tylko mieć oczy szeroko otwarte.

Twoje prace przywołują mi na myśl Marię Pinińską-Bereś, rzeźbiarkę która jak i Ty tworzyła z rzeczy lekkich, miękkich i różowych. Mówiła, że nie chce być zależna od męskich ramion przy przenoszeniu jej rzeźb.

Tak jak i ona ukończyłam Wydział Rzeźby na ASP w Krakowie. Tak jak i ona otrzymałam solidne, klasyczne wykształcenie. Również tak jak i ona zrezygnowałam z tradycyjnego warsztatu na rzecz języka mi jako kobiecie bliższego. Moja decyzja w rezygnacji z używania ciężkich materiałów w rzeźbie podyktowana była taką samą chęcią niezależności. Mnie również denerwowało nieustanne zwracanie się do mężczyzn o pomoc przy przenoszeniu czy transportowaniu prac. Kiedy zobaczyłam gąbkę, doznałam olśnienia – wiedziałam, że to jest materiał stworzony dla mnie. Co więcej, mimo tego, że moje decyzje można zestawić z decyzjami Pinińskiej-Bereś i będą się one niemalże w 100% pokrywały, nie były powodowane chęcią naśladownictwa mojej poprzedniczki. Nasuwa się więc konkluzja, że mimo różnicy jednego pokolenia odczucia kobiety rzeźbiarki nadal są bardzo podobne. Również wybór koloru różowego był przypadkowy i niezwiązany z twórczością Pinińskiej. To był jedyny kolor, którego nie akceptowałam przez jakieś 25 lat mojego życia. A potem nagle kolor ten postanowił się zemścić i zapanował nade mną na kilka lat. Być może wypierałam ten kolor jako kolor przypisany kobiecie, więc gorszy, infantylny. W momencie kiedy doceniłam moją kobiecość, zaczęłam również manifestować moje przekonanie do rzeczy stereotypowo związanych z kobiecością, a uważanych za gorsze. Postanowiłam podnieść w ten sposób wartość tych rzeczy, według mnie niesłusznie niedocenianych.

Cieszę się, że o tym mówisz. Trzy lata temu przygotowałam wystawę prac kobiet – Holenderek, a tematem była kobiecość. Wystawa była (będę nieskromna) przepiękna i jak kij w mrowisko. Artystki wpierw wzbraniały się przed podjęciem tematu, korespondencja była burzliwa. Kobiecość okazała się nadal być pojęciem tożsamym z czymś gorszym i słabszym. Gdy zwróciłam się do nich per „artystki”, okazało się, że „artystka maluje ptaszki i akwarelki i nikt jej nie bierze poważnie.”. Jeśli chcesz żeby Cię szanowano, jesteś artystą, dyrektorem nigdy sekretarką, prawniczką. Opowiedziałam im wówczas o tym, jak to robi się w Polsce – z premedytacją podkreśla kobiecość jako wartość. Jest to temat, który jako Polka bardzo lubię podejmować, z przekory, w Holandii często się nam zarzuca „tradycyjność” i „niewyemancypowanie”.

Czym jest dla Ciebie kobiecość? I jaka jest Twoja kobieta?

W obecnych czasach trudno jest stworzyć definicję kobiecości. Tym bardziej kiedy Judith Butler wywróciła nasze pojęcie o płciowości, wprowadzając teorię o performatywnej płci, czyli zmieniającej się. Jednak zanim nasze życie przyjmie teorię Butler, jeszcze długo będziemy żyć w społeczeństwie, które jasno wyznacza podział i zadania, i jeszcze długo będziemy definiować słowa „kobiecość” i „męskość”.
Zauważyłam, że znaczenie tego słowa zmieniało się dla mnie w zależności od mojego wieku. Dzisiaj dla mnie kobiecość kojarzy się z dojrzałością, która pozwala mi samodzielnie decydować, bez wpływu nakazów, którym powinnam się podporządkować. Kobiecość dla mnie to życie w zgodzie z wewnętrznym pragnieniem. Jeśli moje wewnętrzne pragnienie mówiłoby mi, że nie spełniłabym się w roli matki to uważałabym, że jest to kobiece. Jeśli natomiast całe moje jestestwo pragnęłoby dziecka to wtedy to byłoby kobiece. W pewien sposób kobiecość będzie inna dla każdej kobiety. Ponieważ według mnie kobiecość to życie w zgodzie ze swoimi przekonaniami i pragnieniami niezależnie od tego, jakie one są. Jeśli nie mam cierpliwości do dzieci, to nie katuję się tym, że jako kobieta powinnam je mieć. Ja nie dopasowuję się do pojęcia kobiecości, to ono powinno dopasować się do mnie.
Moja kobieta jest osobą otwartą na swoje pragnienia. Pewną co do swoich wyborów, doceniającą swoją wartość i niezależną. Jest to kobieta, której celem życiowym nie jest poświęcanie swojego życia dla innych, ale taka, która potrafi znaleźć rozwiązanie, w którym cele, do których dąży nie będą mniej ważne niż cele ludzi, z którymi wiąże swoje życie. Przede wszystkim moja kobieta akceptuje siebie, a wręcz afirmuje. To również osoba, która dobrze czuje się sama ze sobą i nie twierdzi, że aby spełniło się dzieło jej życia, musi się z kimś związać.

Czy jest tak, że jest kobieta i jest Wagina? Bo u Ciebie kobieta gdzieś blednie, a dominuje ją Wagina, która jawi się jako odrębny byt o złożonej i nie do końca pojętej psychologii. Jest zagadką. Zwłaszcza Twoje „28 dni” pokazuje jej zmienny charakter.

Oczywiście integralną część każdej kobiety stanowi jej wagina. Wagina jako samodzielny byt dobrze spełnia się jako bohaterka cyklu prac artystycznych. Jednak dla mnie nie są to dwa rozdzielne byty. Nie sprowadzam również kobiety do jednego elementu jej ciała, jakim jest wagina. Bo kobieta to oczywiście mózg i to, co się w nim dzieje. Wagina jest tylko pewnym biologicznym aspektem. I najważniejsze jest to, co o niej myślimy, czyli znowu wracamy do mózgu. Jeśli w naszej głowie istnieje akceptacja, to nasza wagina będzie prowadziła szczęśliwą egzystencję. Jeśli natomiast w naszym mózgu pojawi się wstyd, niechęć, upokorzenie czy niezadowolenie, to nie tylko naszej waginie będzie źle się żyło, ale nam samym.

Chodzi o to, żeby uświadomić sobie, że nieakceptowanie jakiejkolwiek części naszego ciała nieuchronnie prowadzi do problemu, który będzie się odzywał w naszym życiu w sposób mniej lub bardziej jawny, ale na pewno będzie obecny. Od urodzenia jesteśmy związane z naszym ciałem i zupełnie nielogiczne jest nie akceptować go. A wagina w naszej kulturze jest ciągle elementem naszego ciała, który jest raczej przemilczany. Mamy opory przed oglądaniem go, przed rozmowami na jego temat. To element, który istnieje, ale udajemy, że go nie widzimy. Zależy mi, aby poprzez moje prace spowodować akceptację.

Jaka jest tajemnica waginy? I czy współczesna kobieta nadal ma z nią problem?

Z biologicznego punktu widzenia wagina kryje jeszcze wiele tajemnic. Z osobistego punktu widzenia każdej kobiety tajemnica zależy od właścicielki waginy. Albo właścicielka nigdy nie odkrywa tajemnicy swojej waginy, albo stara się z nią „zaprzyjaźnić” poprzez poznanie. Ja chciałabym, aby dzięki moim pracom każda kobieta nie bała się odkrywać tajemnicy swojej waginy i „zaprzyjaźniła się” z nią.

Wydaje mi się, że nadal mamy problem z waginą. Nie potrafimy swobodnie prowadzić rozmowy na jej temat. W wielu przypadkach nie jest możliwa rozmowa na ten temat z rodzicami, a nawet z koleżankami czy z ukochanym. Wiele z nas nie ma odwagi przyjrzeć się swoim narządom płciowym. Jeśli już spoglądamy w tamtą stronę, to często czujemy niesmak i jesteśmy niezadowolone z widoku, uważając, że nasza wagina nie jest ładna. Dopiero jeśli znikną chociaż te problemy, o których wspomniałam, będziemy mogły zacząć mówić, że jesteśmy na dobrej drodze pozbywania się problemu z waginą…

Czytałam, że kiedyś kobiety odstraszały wroga waginą, zadzierając spódnice. Jest taka siedemnastowieczna ilustracja, gdzie kobieta podnosi suknię i na ten widok kurczy się przed nią i kuli przerażony demon. Sheela-na-Gig umieszczana na starych kościołach miała przepędzać złe moce od świętego miejsca.

Kiedyś ludzie całkowicie inaczej odnosili się do waginy. Wagina jako brama, przez którą przechodzimy na ten świat, była bytem magicznym i wzbudzała szacunek. Podobno dawno temu człowiek nie wiedział, że aby stworzyć nowe życie, potrzebny jest mężczyzna. To kobieta rodziła dziecko, więc to ona miała moc stwórczą i to ona mogła być ceniona bardziej niż mężczyzna. Tak samo cenna stawała się jej wagina. Dla mnie niezwykle istotny jest ten zapomniany przez nas element szacunku. I niezwykle żałuję, że go straciliśmy. Wydaje mi się, że gdyby istniał ten element, uniknęłybyśmy wielu kłopotów. Być może jestem zbyt wielką optymistką, ale jestem w stanie sobie wyobrazić, że wraz z nabyciem szacunku, zniknęłyby takie zachowania jak gwałt, handel żywym towarem czy pornografia. Ponieważ wraz z nabyciem szacunku do waginy zmieniłoby się spojrzenie na seks i to, co jest z nim związane. Zmiana dotyczyłaby wszystkich: kobiet i mężczyzn.

Pokazałam Twoją stronę koleżankom z redakcji. Cykl „28 dni” zrobił na nich ogromne wrażenie. Lizaki wywołały przeciągłe „aaahhhhh”. A przytulanka dla singielki słodkie: „ooooo”. Uwodzisz.

Staram się.
W ten sposób chcę przekonać odbiorców do tego, co robię.
Wydaje mi się, że jeśli opisuję dość trudny w odbiorze temat, jakim jest wagina, to powinnam uwodzić formą i wykonaniem. Powinnam zachęcać i „przekupywać” miękkością materiałów, cekinami, koralikami, błyskotkami. Lubię również angażować inne zmysły odbiorców niż sam zmysł wzroku. Stąd „Przytulanki” do dotykania, „Męskie ramię” do przytulania i „Lizaki” do lizania. Mam nadzieję, że w ten sposób zmniejszam dystans między rzeźbą a odbiorcą, że w ten sposób moje prace stają się bliższe.

W Twojej sztuce jest też mężczyzna. W wersji „okrojonej”, jako przytulanka lub armia różowych żołnierzyków, szturmujących Waginę.

Nie znaczy to, że gardzę mężczyznami czy czuję do nich jakąś awersję. Bardzo ich lubię i świat bez nich nie byłby na pewno taki zajmujący. Jednak główną bohaterką moich prac jest kobieta, pewnie dlatego, że jestem kobietą dość egocentryczną i najbardziej interesuje mnie moja osoba i moje emocje.

To jeszcze raz, jaką jesteś kobietą?

Myślę, że przede wszystkim zadowoloną z siebie, jednak nie zarozumiałą! Wiem, jakie mam zalety, ale też znam moje wady. Cenię zalety i nie frustruję się z powodu wad. Te wady, które potrafię zmienić, staram się zmienić; te, których zmienić nie mogę, staram się zaakceptować. Cieszę się też, że wreszcie nauczyłam się doceniać moją kobiecość i że potrafię być z niej dumna. Cieszę się również, że wdałam się w mojego tatę-egoistę, ponieważ element egoizmu jest niezbędny w budowaniu swojej kobiecości. Dzięki temu cenię swój czas, swoje umiejętności i swoją osobę. W kobiecie podoba mi się również jej otwartość i tolerancja. Jednak najbardziej cenię sobie niezależność. Ponieważ można z kimś żyć i przyzwyczaić się do niego, ale nie należy przestać być równocześnie niezależną. To bardzo ważne.

Rozmawiała Ewa Kijowska-Stroes

 

Mister Wong
Ana-suromai, Fot. Archiwum Iwona Demko
Ana-suromai, Fot. Archiwum Iwona Demko
Sheela-na-gig, Fot. Archiwum Iwona Demko
Sheela-na-gig, Fot. Archiwum Iwona Demko
28 days, Fot. Archiwum Iwona Demko
28 days, Fot. Archiwum Iwona Demko
28 days, Fot. Archiwum Iwona Demko
28 days, Fot. Archiwum Iwona Demko
28 days, Fot. Archiwum Iwona Demko
28 days, Fot. Archiwum Iwona Demko

O artystce

Iwona Demko, absolwentka Wydziału Rzeźby krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, gdzie obecnie jest asystentką. Różowa rewolucjonistka, która przywraca waginie miejsce należne jej w kulturze. Bezkompromisowo kobieca, z poczuciem humoru i czarem wciąga widza w świat zepchniety na margines i opowiada mu fascynująca historię Tajemniczej Bramy, Źródła Mocy, Magicznej Tarczy.

Więcej o Iwonie przeczytacie na jej stronie internetowej: http://www.iwonademko.art.pl/

„Waginatyzm”

Dzięki uprzejmości artystki prezentujemy Wam fragment jej pracy doktorskiej.

Podobno bardzo dawno temu ludzie zupełnie nie kojarzyli aktu seksualnego z narodzinami dziecka. Jedno zdarzenie, czyli akt seksualny oraz drugie zdarzenie, czyli narodziny dziecka, były tak dalekie w czasie (dzieli je przecież aż dziewięć miesięcy), że człowiek nie był w stanie pokojarzyć ich razem. A ponieważ ludzie potrzebują wytłumaczenia wszystkich zjawisk, wymyślili, że kobieta wydaje na świat dziecko za sprawą kontaktu z siłami natury. Poczęcie mogło dokonać się za sprawą duchów przodków, zapładniającej mocy bogów lub sił przyrody takich jak wiatr czy woda. Chociaż dzisiaj wydaje nam się to niezwykle dziwne, takie przekonania istniały jeszcze w starożytnej Grecji, w czasach Homera (ok. 800 p.n.e.). Pozostałością po tych wierzeniach może być wiara, że Matka Boska była dziewicą zapłodnioną przez Ducha Świętego.

www.cudzoziemka.nl/index.php